Pierwsze: czekanie. Pracownik wysłał akceptację mailem do dyrektora finansowego. Czeka 2 dni. W tym czasie nie może ruszyć dalej. Czeka też klient. W ciągu tygodnia w firmie 30-osobowej takich „okresów czekania” jest setki. To są godziny pracy, których nikt nie wykonuje.
Drugie: szukanie. Pracownik szuka aktualnej wersji oferty, polityki, regulaminu. 15 minut tu, 20 minut tam. Pomnóż przez całą firmę i wychodzi kilkanaście godzin tygodniowo straconych tylko na archeologię informacyjną.
Trzecie: powtarzanie. Te same czynności, ten sam template, ta sama analiza, ta sama akcja. Pracownik wie, że to można zautomatyzować – ale nikt mu nie dał narzędzia.
Czwarte: koordynacja. Trzy osoby muszą się dogadać, kto zrobi co. Spotkanie 30 minut. Mail. Doprecyzowanie. Zmiana. Reklamacja, że ktoś nie wiedział. Każdy z tych etapów to czas, który ginie w „komunikacji”.
Piąte: konteksty. Pracownik przerywany 30–50 razy dziennie – Slack, mail, telefon, spotkanie. Każde przerwanie to 15 minut do powrotu do koncentracji. Łącznie 2–3 godziny dziennie utraconej głębi pracy.