Po wielu wdrożeniach widać wyraźnie, że pewne kategorie procesów wręcz proszą się o robota. Każda z nich ma swoje sygnały – jeśli rozpoznajemy je w swojej firmie, to bardzo dobry kandydat na pierwszy projekt RPA.
Pierwsza kategoria: przepisywanie danych między systemami. Klasyk – ktoś codziennie eksportuje plik z jednego narzędzia, otwiera drugie i wprowadza dane wiersz po wierszu. Sprzedaż do księgowości, CRM do ERP, sklep internetowy do magazynu. Wszędzie, gdzie nie ma integracji, robot ją zastępuje.
Druga kategoria: ekstrakcja danych z dokumentów. Faktury, zamówienia, formularze, potwierdzenia przelewów, listy przewozowe. Robot w połączeniu z OCR potrafi wyciągać dane z setek dokumentów dziennie i ładować je do właściwego systemu, podczas gdy ludzie zajmują się trudniejszymi przypadkami.
Trzecia kategoria: cykliczne raporty i zestawienia. Pobierz dane z trzech systemów, połącz w Excelu, sformatuj, wyślij do pięciu odbiorców, codziennie o 8:00. To zadanie wymaga 60–90 minut dziennie. Robot wykonuje je w 5 minut, każdego dnia, bez wyjątku.
Czwarta kategoria: sprawdzanie statusów i monitorowanie. Robot codziennie loguje się do portalu urzędowego, pobiera status sprawy, aktualizuje go w wewnętrznym systemie i powiadamia opiekuna sprawy, jeśli pojawiła się zmiana. Działa to dla portali dostawców, systemów spedycyjnych, baz urzędowych – wszędzie, gdzie ktoś codziennie klika po to samo, żeby sprawdzić, czy coś się zmieniło.
Piąta kategoria: czynności pomocnicze w obsłudze klienta. Klient zgłasza reklamację – robot tworzy ticket w trzech systemach, dopina dokumenty, generuje numer sprawy, wysyła maila potwierdzającego. Człowiek dostaje już otwartą i opisaną sprawę gotową do realnej pracy, czyli rozmowy z klientem.