Wielu menedżerów na pierwszym wdrożeniu chce zrobotyzować od razu duży, skomplikowany proces. Wynika to z presji wynikowej: skoro płacimy za projekt, niech od razu daje duży efekt. Niestety, tak nie działa to z RPA.
Klasyczny scenariusz porażki. Firma decyduje się na pierwsze wdrożenie, ale celuje od razu w obsługę zwrotów klientów – proces, który dotyka pięciu systemów, ma 30 wariantów wykonania, wymaga integracji z księgowością i magazynem. Konsultant wycenia 12 miesięcy wdrożenia. Po 8 miesiącach robot jeszcze nie działa, budżet się rozszedł, zespół zniechęcony, zarząd zmienia priorytety. Projekt porzucony.
Lepsze podejście: pierwszy projekt – mały, nudny, mierzalny. Trzy miesiące wdrożenia, jeden prosty proces. Robot działa, zespół widzi efekt, uczy się obsługi. Po pierwszym sukcesie kolejne projekty idą wielokrotnie szybciej – bo zespół już wie, jak żyć z robotami.
Drugie podejście do tego błędu: porywanie się na proces, którego nikt w firmie do końca nie rozumie. Konsultant nie poznał szczegółów, klient sam dokładnie ich nie zna. Wdrożenie kończy się serią zaskoczeń, a każde z nich kosztuje dodatkowe tygodnie pracy. Lekcja: jeśli sami nie umiemy opisać procesu na kartce A4, to nie jest moment na RPA.
Lekcja: pierwszy projekt to nauka. Liczy się prostota, mierzalność i sukces w sensownym terminie, a nie spektakularny efekt.