Rozmowa o agencie AI w ERP staje się konkretna dopiero wtedy, gdy padnie pytanie o zakres uprawnień. Nie chodzi o to, „czy podłączamy agenta do ERP”, tylko o to, co dokładnie wolno mu zrobić z rekordem. Trzy poziomy – odczyt, propozycja, zapis – to trzy różne projekty pod jedną nazwą.
Poziom pierwszy to odczyt. Agent odpytuje ERP i odpowiada zdaniami zamiast tabelą: jaki jest status zlecenia, ile zostało na magazynie, kiedy wystawiono ostatnią fakturę temu kontrahentowi. Ryzyko jest ograniczone do ujawnienia danych osobie, która nie powinna ich widzieć – więc kluczowa jest tu warstwa uprawnień, nie logika biznesowa. To najtańszy i najszybszy wariant startowy.
Poziom drugi to propozycja. Agent przygotowuje dokument, ale go nie zatwierdza: projekt zamówienia, projekt korekty, wstępne dopasowanie płatności do faktur. Człowiek widzi gotowy rekord, sprawdza i akceptuje jednym kliknięciem. Ten poziom daje zwykle najlepszy stosunek efektu do ryzyka, bo skraca pracę o 60–80% przy zachowaniu kontroli nad każdym zapisem.
Poziom trzeci to zapis. Agent samodzielnie zmienia stan w systemie – zakłada kontrahenta, zmienia status zlecenia, generuje dokument magazynowy. Tu kończy się integracja, a zaczyna projekt inżynieryjny: potrzebne są limity, walidacja przed zapisem, log operacji, ścieżka wycofania i test regresji przy każdej zmianie API systemu źródłowego. Większość wdrożeń, które sprawiają kłopoty, przeskoczyła z poziomu pierwszego na trzeci, pomijając drugi.