Błąd pierwszy: kupowanie platformy hyperautomation jako jedno narzędzie. Niektórzy dostawcy obiecują, że ich produkt zrobi workflow, AI i RPA w jednym pudełku. W praktyce każda taka platforma jest słabsza w którejś warstwie. Lepiej składać hyperautomation z najlepszych komponentów (Microsoft Power Platform, klasyczne RPA, dedykowane AI) niż brać kompromisowy all-in-one.
Błąd drugi: zaczynanie od najtrudniejszego procesu. Skoro hyperautomation, to weźmy od razu obsługę klienta z 30 wariantami, integracją z 8 systemami i decyzjami w 5 miejscach. Wdrożenie ciągnie się rok, budżet się rozszedł, nikt nic nie dostarczył. Lepiej zacząć od średnio trudnego procesu – takiego, który da efekt w 8–12 tygodni.
Błąd trzeci: oczekiwanie, że AI samo wszystko zrozumie. AI klasyfikuje świetnie, jeśli ma dobre dane wejściowe i jasne kategorie. Jeśli wrzucimy do AI 5000 nieoznaczonych dokumentów i każemy mu się domyślić, do której kategorii idzie który – wyniki będą rozczarowujące. AI wymaga przygotowania – trochę treningu, jasnych reguł, jasnych kategorii.
Błąd czwarty: zapominanie o człowieku. Hyperautomation nie usuwa człowieka z procesu – tylko z rutynowych kroków. Człowiek nadal jest właścicielem procesu, podejmuje kluczowe decyzje, dba o jakość. Wdrożenie, w którym człowieka nie ma w ogóle, jest niebezpieczne – nie ma kto zauważyć, że proces idzie w niewłaściwą stronę.
Błąd piąty: brak pomiaru. Wdrażamy hyperautomation, wszystko działa, ale nie mierzymy, czy faktycznie szybciej, taniej, lepiej. Po roku nie wiemy, czy to się opłacało. Ważne: od początku pomiar czasu obsługi, kosztu, jakości. Bez tego trudno uzasadnić kolejne wdrożenia.