Firma z 10 osobami: rośnie sprzedaż, zatrudniamy 11-tą. Wszystko działa. Zespół zna się dobrze, komunikacja bezpośrednia, każdy wie, co robi reszta.
Firma z 25 osobami: powstają działy. Sprzedaż, obsługa, back office. Każdy dział ma swojego lidera. Działa, ale już z trzepotem – pojawiają się pierwsze sytuacje, w których lewa ręka nie wie, co robi prawa.
Firma z 50 osobami: wprowadzamy procesy „bo trzeba”. Spotkania koordynacyjne, raporty, statusy. Większość czasu zarządu idzie na zarządzanie zespołem, nie na rozwój firmy. Co druga decyzja wymaga konsultacji z dwoma–trzema osobami.
Firma z 80 osobami: 30% mocy zespołu idzie na koordynację wewnętrzną. Nowy klient kosztuje firmę więcej niż przed rokiem, mimo że teoretycznie mamy „skalę”. Marża jednostkowa spada, mimo wzrostu obrotów.
Firma z 150 osobami: pełna struktura korporacyjna, decyzje wymagają tygodni, klient czeka, konkurent obsługuje go w godziny. Skala obrotów rośnie, ale każdy kolejny złoty obrotu kosztuje 2x więcej zaangażowania niż przy 50 osobach. To jest granica klasycznego modelu.