Najciekawsze obserwacje dotyczą pracowników, którzy zostają po wdrożeniu robota. Ich rola realnie się zmienia, ale rzadko ktoś o tym mówi z góry.
Po pierwsze, stają się nadzorcami robota. Codziennie rano sprawdzają raport z nocy, oglądają wyjątki, podejmują decyzje w przypadkach, których robot nie obsłużył. To brzmi mniej ekscytująco niż dawniej, ale jest dużo szybsze: 30 minut nadzoru zamiast 4 godzin pracy.
Po drugie, stają się autorami ulepszeń. Najczęstszym pomysłem na ulepszenie robota nie jest pomysł konsultanta, tylko pomysł osoby, która z robotem pracuje codziennie. Słuchaj, gdyby on jeszcze automatycznie pobierał wyciąg z banku, mielibyśmy gotowy księgowanie zaliczek. To są drobne pomysły, ale latami się sumują.
Po trzecie, stają się ambasadorami RPA w innych działach. Skoro tu działa, może spróbujmy w naszym dziale. Firmy, w których pracownicy są zaangażowani, rozwijają robotyzację o wiele szybciej niż firmy, w których robotyzacja jest narzucona z góry.
Po czwarte, mają więcej czasu na rzeczy, na które wcześniej nie mieli – analiza, rozmowy z dostawcami, kontrola jakości, doskonalenie procesów. To zadania, które wzbogacają codzienność, a często też podnoszą wartość pracownika na rynku pracy.