Najczęstszy błąd to start od narzędzia, a nie od procesu. Firma kupuje subskrypcję publicznego API albo inwestuje w GPU bez zdefiniowania, jaki konkretnie problem biznesowy ma być rozwiązany i jak będzie mierzona jakość. Wynikiem jest infrastruktura bez ROI i frustracja zespołów.
Drugi błąd to traktowanie compliance jako etapu końcowego. W wielu projektach decyzje o przetwarzaniu danych są podejmowane szybko, „żeby uruchomić pilot”, a dopiero potem zespół prawny dowiaduje się, że dane klientów trafiają do amerykańskiego dostawcy bez DPA. Wycofanie się z tej sytuacji bywa kosztowne i bolesne dla wizerunku.
Trzeci błąd to przeszacowanie kompetencji wewnętrznych. Self-hosted LLM brzmi atrakcyjnie w prezentacji, ale wymaga dojrzałego MLOps. Bez doświadczenia z vLLM, TensorRT, kvantization, GPU scheduling i serving dla obciążeń produkcyjnych – środowisko będzie albo wolne, albo drogie, albo niestabilne. Często rzetelniejszą decyzją jest start od cloud i migracja do on-premise dopiero po zbudowaniu kompetencji.
Czwarty błąd to brak architekta. Bez kogoś, kto bierze odpowiedzialność za decyzje horyzontalne – wybór modelu, warstwa orchestration, security boundaries, observability – wdrożenie staje się zbiorem lokalnych decyzji bez spójności. To zwykle dłuższy projekt i wyższy koszt utrzymania.
Piąty błąd to ignorowanie cyklu życia modelu. Modele open-weight wydawane są w nowych wersjach co kilka miesięcy. Bez procesu re-ewaluacji jakości na własnym korpusie organizacja zostaje na modelu, który był najlepszy w dniu wdrożenia, a po roku jest istotnie gorszy od dostępnych alternatyw. To dotyczy zarówno on-premise, jak i cloud.