Klasyczne shadow AI to pracownik, który wkleja fragment umowy do prywatnego czatu AI. Szkoda jest realna, ale ograniczona do tego, co ktoś świadomie skopiował. Agent taki jak OpenClaw działa inaczej: dostaje stały dostęp do skrzynki, plików i komunikatorów, a potem sam decyduje, co przeczytać i co wysłać.
Instalacja zajmuje kilka minut. Pracownik podłącza firmową pocztę albo Slacka, bo chce, żeby agent porządkował mu skrzynkę czy przygotowywał podsumowania spotkań. Z perspektywy działu IT nic się nie zmienia – aż do pierwszego incydentu.
Dochodzi problem kontroli nad tym, co agent robi. Wykonuje on polecenia także z treści, które czyta – maila, strony internetowej, dokumentu. Spreparowana wiadomość może więc nakłonić go do przesłania plików albo danych logowania na zewnątrz (tzw. prompt injection), choć pracownik niczego nie kliknął.